Jak robić wartościowe kontakty? – wywiad z Marcelem Sojką

DM: Cześć kochani, witajcie, Damian Maciuszek z tej strony z tej strony, a to jest kolejny odcinek programu „W  drodze na szczyt”.  Jestem dzisiaj w hotelu Novotel Centrum we Wrocławiu, jest ze mną Marcel Sojka.

MS: Cześć Damian!

DM: Cześć Marcel! Widzimy się po 1.5 roku. Powiedz mi, co się przez ten czas u Ciebie wydarzyło.

MS: Dużo rzeczy się wydarzyło. Jak ostatnio rozmawialiśmy, miałem jeszcze 19 lat, to było tydzień przed urodzinami. Teraz mam 21, trochę się zmieniło przez te 1.5 roku. Na pewno dodałem kilka branż, w których działam, zarobiłem więcej pieniędzy, w branży inwestycji poszedłem do przodu. Dużo się działo, na pewno masz mnóstwo pytań, więc myślę, że będziemy mogli fajnie o tym porozmawiać.

DM: Dla osób, które Cię nie znają, kim według ciebie jest Marcel Sojka?

MS: Marcel Sojka jest 21-letnim przedsiębiorcą. Zajmuje się przedsiębiorczością od 16 roku życia, a wszystko ruszyło z kopyta, jak skończyłem liceum i zdałem maturę. Nie musiałem się zajmować szkołą i mogłem poświęcić swój czas tylko na biznes i inwestycje. 

Zacząłem działać. Najpierw była branża transportowa, potem zajmowałem się odzieżą, dołożyłem agencje pracy, zacząłem inwestować w nieruchomości, zacząłem inwestować w startupy i tak to szło. Te 16 lat to był czas naukę, a potem wszystko od 19 do 21 roku życia tak wystrzeliło do góry.

DM: Czyli był progress?

MS: Tak, ale podczas tego czasu na pewno bardzo dużo się uczyłem. Gdy zaczynałem biznes, jak miałem 19 lat, miałem dużo teoretycznego przygotowania, ale nie miałem pojęcia o praktyce. 

Jak się pojawiły pierwsze wyzwania, musiałem nauczyć się, jak sobie z nimi radzić. Kiedy wchodzisz w większy biznes, to pojawiają się różne problemy prawne, sprawy sądowe i trzeba się przyzwyczaić. Na początku to było stresujące, ale zacząłem stopniowo się uczyć i mój próg bólu malał. Teraz takie rzeczy, które były problemami, są jak sprawy do załatwienia.

DM: Moim zdaniem wszedłeś w biznes w bardzo młodym wieku. 19 lat to dość mało. A Twoim zdaniem –  wszedłeś w biznes w młodym wieku, w starym wieku czy odpowiednim czasie?

MS: Dla mnie to był dobry czas, bo interesowałem się biznesem od 16 roku życia, miałem jakby 3 lata przygotowania. Uczyłem się wtedy dużo o biznesie i inwestowaniu, uczyłem się jak inwestować w nieruchomości, uczyłem się, jak zarządzać startupem w teorii.

Ta wiedza została wykorzystana w wieku 19 lat, ale wiele rzeczy nauczyłem się też z w praktyce, nie z książek.

Dla mnie to był odpowiedni wiek, bo miałem przygotowanie. Wszystko zależy od osoby, dla niektórych odpowiedni moment to 15-16 lat.

Ja też nie zacząłem od zakładania własnego biznesu, ale od zwyklej pracy. Dzięki oszczędnościom zainwestowałem w założenie swojego biznesu.

Ja zawsze też polecam taką ścieżkę młodym ludziom, żeby najpierw zaczęli pracować dla kogoś, żeby się nauczyć, żeby zarobić pieniądze, żeby zgromadzić pieniądze, żeby mieć później możliwości i rozpocząć swój biznes, swoje pierwsze inwestycje itd.

DM: Wszystko robiłeś świadomie, czy miałeś może takie ruchy, w których zaryzykowałeś?

MS: Miałem ogólny plan, co chcę robić. Po drodze pojawiały się rzeczy, które odciągały moją uwagę. Zawsze starałem się sprowadzać to do moich celów i priorytetów.

Poza tym to wszystko zależy, potem zaczęły się pojawiać branże, o których nigdy nie myślałem. Zaczynałem od transportu, doszła do tego odzież, a to zupełnie inna branża. Potem agencja pracy. Mimo, że mamy od tego ludzi zajmujących się szczegółami, to zarządzanie tym wszystkim się różni w zależności od branży. 

Dużo zależy od tego, jakich ludzi zatrudniasz. Zauważyłem u siebie, że im więcej zadań potrafiłem delegować, tym więcej kreatywności mogłem wyciągnąć z danej branży.

DM: Czy delegowanie jest twoim kluczem do tego, że jesteś w stanie ogarnąć kilka branż jednocześnie?

MS: Zdecydowanie, jeśli robiłbym to sam, to nie dałbym rady wszystkiego ogarnąć. Zatrudnianie zdolnych ludzi jest kluczem do rozwoju jeśli chodzi o biznes, tak samo o skalowalność biznesu i inwestycji.

DM: Co jest kluczem do wyboru branży? Pieniądze czy pasja?

MS: Różnie. Były branże, które mi się zawsze podobały, jak np. motoryzacja, ale były też takie, o których nie myślałem. Np. agencja pracy. Nigdy nie miałem w tym doświadczenia, ale potencjał, jaki był w tych branżach, uświadomił mi, że warto wyjść ze strefy tego, co się zna.

DM: Jak wybierałeś tematy? Z polecenia, czy sam robiłeś research?

MS: To była głównie zasługa wspólników, bo biznes robię z ludźmi, którym ufam. Jeśli oni mieli jakieś pomysły, to wtedy siadałem z nimi, rozmawialiśmy o możliwościach. Były to osoby prowadzące różne biznesy, więc mogłem być pewny, że wiedzą co robią.

DM: Czy zaufanie czasem się przekształciło w to, że za mocno zaufałeś i się przejechałeś na tym?

MS: W biznesie nie, bo jeżeli wchodzę z kimś we współpracę, to znam tę osobę dłuższy czas i znam jej wartości. Nigdy nie zaczynam dużej współpracy z kimś, kogo znam miesiąc, dwa. Osoby, z którymi zaczynałem nowe branże, znałem 2-3 lata. Jeżeli chodzi o nieruchomości, to zacząłem inwestować z moim mentorem po 5-6 latach.

DM: Pewnie wielu naszych widzów zastanawia się, jak poznać takie osoby. Masz dla nich jakąś radę?

MS: Ja poznałem te osoby jak miałem 15-16 lat. Więc w młodym wieku. Poznawałem osoby na eventach szkoleniowych, tak jak mojego mentora od inwestycji.

Dostęp do tych osób nie jest trudny, trudniej jest przekonać osoby, żeby zaczęły z tobą współpracować.

DM: Jak to zrobiłeś?

MS: Jeśli chodzi o mentora od nieruchomości, to napisałem mu, że mam 16 lat i chciałbym się nauczyć inwestować w nieruchomości, ale nie wiem jak. Zaproponował mi, że będę dla niego pracował, a jeśli się odnajdę, to mnie zacznie uczyć.

Pracowałem dla niego za darmo przez 2-3 lata, aż do momentu, kiedy stwierdził, że teraz nadszedł czas, żeby mnie w pełni nauczyć.

Przez 2-3 lata sam się dużo nauczyłem, bo miałem dostęp do jego kontaktów, ale jak zaczął wprowadzać mnie w nieruchomości, to był całkiem świat. Dostałem dostęp do jego specjalistów, doradców kredytowych. Wtedy zacząłem się uczyć inwestowania z całkiem innej perspektywy. 

DM: Czyli na początku się poświęciłeś, wykonałeś coś, co nie każdy lubi, ale koniec końców się opłacało. Na początku mówiłeś o obecnych branżach, ale wróćmy do rozmowy sprzed 1.5 roku. Wtedy były branże: transportowa, odzieżowa i nieruchomości.  Co zostało, a co nowego się pojawiło?

MS: Zostały wszystkie, doszła agencja pracy i inwestycje w startupy.

Ja jestem jakby takim człowiekiem od załatwiania wszystkiego. Jest ten duży plus, że rozmawiam po niemiecku i po angielsku, więc jesteśmy w stanie dogadać się z praktycznie każdym.

Jeżeli są jakieś sprawy, które trzeba załatwić już z innych branż, w których inne osoby nie są w stanie sobie pomóc, to ja zawsze bardzo chętnie pomogę, jeżeli chodzi o załatwienie jakichś spraw sądowych czy księgowych za granicą. 

Ale głównie, tak jak mówię, doszła agencja pracy i startupy.

Startupy to taki trochę eksperyment, inwestuje tam pieniądze za małe na nieruchomości, ale za duże, żeby leżały na koncie. To są kwoty rzędu 30-50 tys. złotych. 

Kwoty relatywnie duże, ale za małe na projekty nieruchomościowe.

Jestem wielkim fanem branży gameingowej, mimo że nie wyglądam na gamera, to jest to dla mnie przyszłościowe i w takie branże w Polsce inwestuje. Sam nie gram w gry, ale na pewno kiedyś spróbuje. 

W moim trybie dnia ciężko by znaleźć na to czas. Ja mam taką manię produktywności, np. jak tu jechałem, to musiałem pracować nad książką, czytać, słuchać audiobooka.

Czasami nie daje rady spokojnie sobie coś porobić, ale muszę nad tym pracować.

DM: Pamiętam, że jak ostatnim razem tu byłeś, to mówiłeś, że pracujesz po 14 godzin dziennie. Dalej to tak wygląda, czy to zwiększyłeś?

MS: Wygląda to podobnie. Na pewno zacząłem wstawać wcześniej. Wstaję o 5.00, nawet w weekendy, a do biura jadę ok. 8.00, więc mam wtedy czas na czytanie książki, na zrobienie notatek, takie rzeczy jakby bardziej rozwojowe dla mnie.

Od godziny 8.00 do godziny 17.00-18.00, zależy jak mam pracę, to siedzę w biurze. Wtedy jest taka praca totalnie biurowa, spotkania z kontrahentami, pisanie maili wykonywanie telefonów z biura.

Po pracy, jak jeszcze były otwarte siłownie, to chodziłem tam, teraz bardziej ćwiczę w domu.

Wieczorem mam pracę kreatywną, pracuje nad książką albo słucham audiobooka, albo czytam. Ostatnio zacząłem czytać gazety oprócz książek, gazety branżowe. Lubię czytać „Forbesa” i „Strefę nieruchomości”. Fajne wywiady tam są i różne ciekawe rzeczy z branży.

Strefę Nieruchomości czytam dlatego, że jedna rzecz to informacje, baza teoretyczna, a druga sprawa to aktualizowanie jej, poznanie trendów na rynku itp.

DM: Czy w twoich celach jest Forbes, może okładka, wywiad z Marcelem?

MS: Zdecydowanie tak.

DM: Na jaki rok planujesz?

MS: Mam 21 lat, więc przed trzydziestką mam taki plan, cel. Wiadomo, że jakby jest to jeden z moich takich celów finansowych, czy nawet jeżeli chodzi o osiągnięcia, bo ważne jest stawianie sobie celów takich czysto rozwojowych, tylko dla siebie.

To nie jest też tak, że ciągle tylko stawiam sobie cele finansowe. Po prostu swój własny rozwój stawiam na dalszy plan, bo wiem, że jakby to nie jest w stanie mnie na tyle rozwinąć.

Więc jasne, Forbes przed trzydziestką jest jak najbardziej realnym celem. Ale tez realnym celem jest, żeby bardziej poznać siebie i mentalnie być wyluzowanym. 

Dużo mi też dało działanie w biznesie pod kątem rozwoju osobistego, miałem możliwość redukcji stresu. Nie reaguję już tak stresogennie jak na początku.

DM: Do tego jeszcze wrócimy, ale chciałem nawiązać do poprzedniego pytania. Mówiłeś, że wstajesz o 5.00. O której chodzisz spać?

MS: Chodzę spać relatywnie wcześnie, koło 22-23. Kiedyś pracowałem do późna, do 1-2  w nocy, ale potem następnego dnia byłem zmordowany, nieproduktywny. Zauważyłem, że jeśli normalnie pójdę spać i wstanę o 5.00, to jestem w stanie rano zrobić więcej niż w nocy i później wstać zmęczony.

DM: Super. Wspomniałeś o językach, jakimi Ty się posługujesz?  Powiedz naszym widzom, dlaczego są takie ważne.

MS: Języki są ważne z tego względu, że mi np. pozwalają prowadzić biznes międzynarodowo. Niektórzy przedsiębiorcy bez znajomości języka bazują na biznesach lokalnych. Jeśli ja się potrafię dogadać po niemiecku i po angielsku, to mogę się dogadywać z kontrahentami z Belgii, ze Stanów, z Niemiec.

Nie mam tej bariery komunikacyjnej. Jest wielu zdolnych pracowników bez znajomości języków i mimo dobrych wyników, byliby w stanie osiągać lepsze wyniki, gdyby się nauczyli języka obcego i nawiązali współprace międzynarodowe. To pomaga na rynkach zagranicznych.

DM: Teraz wiemy, dlaczego warto. Kolejne pytanie, jak się tego nauczyłeś?

MS: Z niemieckim było tak, że od dziecka byłem nim otaczany, nauczyłem się dużo z bajek, a angielskiego to przez YouTube. Z angielskim było tak, że szkoła dała mi podstawy, a płynności nauczyłem się sam, poprzez czytanie artykułów czy oglądanie filmów.

DM: Dobra to teraz mindset. Jak pracujesz nad głową, czy to już jest etap, w którym może psychologowie pomagają, czy jednak sam sobie radzisz?

MS: Jestem zdania, że warto zatrudniać ludzi, którzy potrafią ci pomóc. Ja pracuję z psychologami i jak najbardziej, uważam, że to jest ważne.

Pracuję też nad sobą codziennie w takich małych kwestiach, np. wyznaczam sobie czas, kiedy mam czas odpisać komuś, czas na czytanie książki, na zrobienie notatek, na podsumowanie swojego dnia codziennie wieczorem.

Raz na miesiąc robię też podsumowanie, co udało mi się osiągnąć, co mogę poprawić i co było zrobione dobrze. Analizuję wszystko zarówno pod względem zarówno finansowym jak i mentalnym, czego nie dałem rady osiągnąć, co mogę poprawić, jak bardzo poszedłem do przodu na różnych płaszczyznach.

Raz na jakiś czas potykam się na rozmowę z psychologiem. Oni mają to do siebie, że rozpoznają schematy, których ty nie widzisz, potrafią je wyłapać.

Przy zwykłej rozmowie są mi w stanie uświadomić, że robię coś w dany sposób i to powtarzam. To może mi dać perspektywę na moje zachowanie, ja jestem to poprawić.

DM: Na zachodzie praca z psychologiem jest popularna, ale w Polsce ludzie dziwnie na to patrzą. ” Do psychiatrów chodzą wariaci”. W jakim wieku Ty pierwszy raz zdecydowałeś się na psychologa?

MS: Miałem wtedy 17 lat. Byłem wtedy w 2 klasie liceum, było to tak, że psycholog przyjechał prowadzić zajęcia szkolne. Wtedy złapaliśmy pierwszy kontakt.

Ja byłem na takim etapie, że bardzo się różniłem i od swoich rówieśników i miałem inny sposób myślenia niż moja rodzina. Oni tego nie rozumieli, próbowali sprowadzić mnie na swój poziom myślenia, czyli żeby iść na studia, uczyć się i znaleźć pracę.

To był dla mnie trudny okres mentalny właśnie przez różne myślenie. Potrzebowałem wtedy wsparcia, że to jak myślę, nie jest złe, tylko po prostu inne i że osiągnę zupełnie inne wyniki niż osoby myślące inaczej.

DM: Myślałeś inaczej niż rówieśnicy. Mogłeś się spotkać z hejtem. Do mnie często osoby uderzają i pytają, jak sobie poradzić, co zrobić, a nawet czy warto to robić, bo ktoś może mnie zhejtować. Ja większość gości pytam, jak sobie poradzić z hejtem i czy Ciebie to spotkało?

MS: Byłem narażony na duży hejt w okresie gimnazjalnym, w liceum już nie. Tam są trochę bardziej dojrzali ludzi, a ja się dystansowałem od wielu osób w gimnazjum. Hejt jest wszechobecny wszędzie. Nie wspominam dzieciństwa różowo. W podstawówce byłem poniżany przez rówieśników, w gimnazjum bardziej wyśmiewany i jakby dlatego też musiałem podjąć pracę z psychologiem.

To ukształtowało mnie i wyszedłem z takiego bardzo nieśmiałego chłopaka, który miał problem z nawiązywaniem relacji, znajomości. Nie wiedziałem, jak rozmawiać z drugim człowiekiem dlatego, że zawsze byłem gdzieś tam odpychany.

Ale praca z psychologiem bardzo mi pomogła, bo zrozumiałem, z czego to wynika.

Dało mi to taki pogląd, że jakby to nie jest moja wina, że ktoś hejtuje to, co robię, to jest bardziej jego własny wybór. Ktoś widzi we mnie te cechy, które on chciałby mieć, ale nie jest w stanie ich wykorzystać, widzi we mnie swój potencjał.

Teraz może nie jestem na tyle narażone na hejt, dlatego, że swoim przykładem pokazałem, że inny sposób myślenia dał mi wyniki. 

Ale gdy jeszcze nie było tych wyników, a mówiłem, że chcę być bogaty, założyć firmę, jak miałem 16 lat, pojawiał się hejt. Teraz dopiero zdaję sobie sprawę z tego, że wtedy rówieśnicy widzieli we mnie potencjał, który chcieliby zobaczyć w sobie. Hejt boli bardziej tych ludzi, którzy nie są w stanie albo nie chcą wykorzystać tego potencjału.

DM: Super powiedziane, mam nadzieję, że każdego, kogo to interesuje albo kto się obawia hejtu lub się z nim zmaga, przeanalizuje słowa Marcela i wyciągnie z tego coś dla siebie.

Wczoraj na Instagramie spytałem, czy osoby mają do ciebie pytania. Wybrałem z tego 4 najciekawsze. 

Pierwsze pytanie, od Andrzeja Miareckiego, czyli w jakim wieku Marcel zaczął cisnąć i jak reagowali na to jego rodzice, jeśli ma rodziców?

MS: Miałem wtedy 16 lat, kiedy zacząłem się interesować biznesem i inwestycjami. Zacząłem dużo się uczyć, czytałem mnóstwo książek, poznałem wtedy mojego mentora.

Przepisywałem dla niego nagrania przed szkołą, o 5-6 rano. Po szkole czytałem książki o nieruchomościach.

Uczyłem się dla siebie, nie dla szkoły. Miałem wtedy 15-16 lat kiedy zacząłem pracować o wiele więcej nic moi rówieśnicy. Oni pracowali na stacjach benzynowych, żeby dorabiać i wydawać. 

Jak miałem 17 lat to pracowałem w KFC, roznosiłem ulotki, roznosiłem kawy. Robiłem podstawowe prace, żeby zdobyć pieniądze, które mogę znowu później zainwestować w swoją wiedzę, w książki, w szkolenia, w poszerzanie swoich znajomości.

Nie zawsze pracowałem za pieniądze, większość to była praca nad sobą i uczenie się umiejętności sprzedaży czy zarządzania, rzeczy potrzebnych mi w przyszłości.

Jeśli chodzi o pracę taką stricte finansową, to zacząłem pracować po zdaniu matury, jak miałem 19 lat. Na początku za mniejsze kwoty, ale stopniowo za coraz większe, bo moja wartość jako przedsiębiorcy, pracownika, nauczyciela,  zaczęła wzrastać.

DM: I druga część pytania, jak reagowali rodzice?

MS: Na początku próbowali sprowadzić mnie do swojego poziomu, żebym poszedł do pracy. Jak ja im powiedziałem, że nie chcę iść na studia, to byli rozczarowani, bo dla wielu rodziców studia są wyznacznikiem tego, czy w życiu coś się osiągnie.

Głównie tak było, jak miałem 16-17 lat i nie było efektów, bali się po prostu, że nie będę sobie w stanie poradzić, że zmarnuje sobie życie.

Natomiast jak już miałem 19-20 lat i dowiedzieli się, że jestem w stanie utrzymać się samodzielnie z tego co robię, pomimo że nie poszedłem na te studia, to trochę mi odpuścili. Ja się nauczyłem więcej, niż moi rówieśnicy.

Niektórzy z nich, na przykład poszli na zarządzanie, poszli na jakieś studia biznesowe. Nie mają wiedzy, którą mam ja. Moja wiedza jest zupełnie inna, bo jest praktyczna. Uczę się od przedsiębiorców, nie od profesorów. 

Na początku rodzice podchodzili z dystansem, ale kiedy zaczęli zauważać wyniki mojego innego myślenia, to zaakceptowali to, mimo że nadal słyszę czasami “kiedy pójdziesz na studia”

DM: Jak rodzice Cię w wieku 16-17 lat blokowali, to próbowałeś im to wyjaśnić, czy robiłeś swoje?

MS: Na początku probówałem im wyjaśnić, że chcę dla siebie więcej, niż tylko studia. Próbowałem powiedzieć, że każdy ma inną ścieżkę zawodową. Nie potrafili tego zrozumieć, czasem były bardzo napięte stosunki między nami.

Raz nawet, jak miałem spotkanie biznesowe, to musiałem szukać wyjścia z tej całej sytuacji, żeby mnie na nie puścili, często to było pod pretekstem wycieczki szkolnej. 

Miałem 17 lat, wiec bali się, że nie mogę sam jechać. Musiałem przejść obok tego, bo wiedziałem, że nie pozwoliliby mi na to, a wiedziałem, że mogę ten czas lepiej wykorzystać na konferencji, niż siedząc w szkole ucząc się podstaw przedsiębiorczości od człowieka bez swojego biznesu

DM: W jakim wieku wyprowadziłeś się z domu rodzinnego?

MS: Miałem wtedy 19 lat.

DM: Okej, kolejne pytanie od Kuby Wiktorowskiego. Jakie cechy charakteru pozwoliły Ci dojść na szczyt? Domyślam się, że prawdopodobnie tutaj wytłumaczysz, że cały czas masz te cechy charakteru i cały czas jesteś w drodze na ten szczyt, jak wskazuje nazwa programu. Oddaje Ci głos.

MS: Jeżeli chodzi o cechy charakteru, to na pewno bardzo dużo pomogła mi determinacja w działaniu i odwaga w podejmowaniu decyzji. Strach też mi dużo pomógł, dlatego że był takim czynnikiem, który determinował moje działania. Na początku mnie paraliżował, ale nauczyłem się z nim radzić.

Na pewno ciekawość, bez tego niej nie chciałbym poszerzać wiedzy, poznawać nowych założyć biznesu. Konsekwencja w działaniu, dlatego że nie byłbym bez tego w stanie nic zrealizować. Robiąc coś od czasu do czasu, nie jesteśmy w stanie osiągnąć tych wyników.

DM: Półtora roku temu powiedziałaś, żebym życzył ci wytrwałości? Czy przez ten czas byłeś wytrwały?

MS: Myślę, że tak.

DM: Super. Życzę Ci wytrwałości już na kolejne lata. Kolejne pytanie,  Kamili Rzepiński: czym się kierujesz w życiu, co cię napędza?

MS: Kiedy byłem młodszy, napędzały mnie głównie materialne rzeczy. Chciałem ładne zegarki, modne ubrania, chciał ładne samochody, ładne domy, fajne wakacje na początku. Na początku to było moje paliwo.

Jednak z czasem jak się zwiększa świadomość i człowiek dojrzewa, zmieniają się też wartości, zmieniają się też cele. Ja zrozumiałem, że jakby te rzeczy materialne, mimo że są bardzo fajne i potrafią podnieść poziom naszego życia i sprawić, że na chwilę poczujemy się lepiej, to nie są drogą do poczucia szczęścia na zawsze. `

Moim głównym motywem jest to, żeby zawsze wykorzystywać coraz więcej swojego potencjału, jeśli chodzi o pracę i rozwój. Potencjał jest moim paliwem. Wszystkie rzeczy, które mnie kiedyś motywowały, nadal uważam je za ważne, nadal mnie motywują, ale wiem, że mój potencjał jest mi w stanie zapewnić poczucie spełnienia. Poczucie, że to, co robię, da mi możliwość zbudowania czegoś trwałego, na trwałych fundamentach.

DM: Mega świadomie powiedziane. Czwarte pytanie, jak nazywa się marka odzieżowa Marcela?

MS: Marka, z którą,  współpracuję, w której robię wiele rzeczy logistycznych, finansowych, jest Goldkiller, marka streetwearowa. Jeżeli ktoś chce, to może zajrzeć, mamy Instagrama i stronę internetową.

DM: Zapraszamy was, żebyście weszli na Instagram Goldkiller. Okej, mam jeszcze kilka pytań do ciebie. Moje ulubione – o kim myślisz, kiedy słyszysz słowo “sukces” i dlaczego?

MS: Jeżeli słyszę sukces, na pewno jest to Grant Cardone. Uwielbiam go, nawet jak zaczynałem pracę, to zazwyczaj przyszedłem do biura i słuchałem go podcastów. Nadal jeżeli teraz jeżdżę samochodem, to muszę słuchać jego podcastu.

Przeczytałem jego wszystkie książki, codziennie słucham jego nagrań na YouTube.  Ma ogromną wiedzę. Jest naprawdę świetny, ma super energię, osiągnął niesamowity sukces. 

Wzoruje się na nim pod kątem inwestycji w nieruchomości, więc Grant jest moim, takim można powiedzieć, takim człowiekiem sukcesu, do którego aspiruje.

Inna osoba to Wojciech Orzechowski, mój pierwszy mentor, jeżeli chodzi o inwestycje w nieruchomości.

Więc Grant i Wojtek, obie osoby są gdzieś tam z nieruchomości.

DM: Czyli zawsze gdzieś u ciebie była ta branża. O czym byś mówił, gdyby poproszono cię o wystąpienie na konferencji TEDx?

MS: Jak miałem 18 lat, to miałem pierwszą większą konferencję, na 300 osób i zastanawiałem się, co powiedzieć, żeby ich zainteresować moją osobą. Mimo że nie miałem wyników finansowych, chciałem pokazać to, że mimo młodego wieku jestem w stanie zrealizować dużo rzeczy, że poznałem milionerów i zdołałem przekonać ich do współpracy ze mną. Powiedziałem o mojej historii.

Teraz na pewno bym poszedł w podobne tematy, dlatego że nadal jestem bardzo młody, mam dopiero 21 lat, a na pewno chciałbym też na takiej konferencji zainspirować młode osoby do działania. 

Mimo że na początku nie będzie tych wyników finansowych bardzo ekstremalnych, mając swoje kontakty,  swoją wiedzę, jest się w stanie długoterminowo zbudować solidne fundamenty swojego sukcesu

DM: Świetnie. Powiedz mi, na co w twoim życiu wydałeś najwięcej pieniędzy?

MS: Inwestycyjnie czy dla siebie?

DM: Dla siebie.

MS: Jednorazowo czy konsekwentnie?

DM: Powiedzmy, że jednorazowo.

MS: Jestem taką osobą, która nie lubi na siebie wydawać dużo pieniędzy, dlatego, że większość moich finansów to są  inwestycje. Ale na przykład bardzo lubię zegarki, mam swoją kolekcję, w której mam chyba 13 zegarków, ale chcę ją rozwijać.

Ponadto ja mam bardzo specyficzny stosunek do zegarków, traktuje je tako trofea. Jeżeli jestem w stanie zrealizować coś, kupuje zegarek, który to symbolizuje.

Na przykład ostatni zegarek, który kupiłem, był kupiony, ponieważ udało mi się zrealizować 2 duże zlecenia.

DM: Twój najdroższy zegarek, jaki masz?

MS: Hmm, mój najdroższy zegarek, jaki mam to będzie chyba marka Sterling. Dałem za niego chyba coś koło 1000 zł. 

Chciałem sobie na urodziny kupić Rolexa, swojego pierwszego, doszedłem do takiego momentu, gdzie pomyślałem, że osiągnąłem dany próg finansowy i mógłbym sobie kupić.

Mimo tego kupiłem sobie Casio za 100 zł. Chciałem, żeby ten zegarek symbolizował coś innego, niż głupio wydane pieniądze. Natomiast Casio, za każdym razem kiedy mam go na ręce, symbolizuje to, że myślę długoterminowo i nie zarabiam pieniędzy po to, żeby je bezmyślnie wydawać, tylko po to, żeby inteligentnie inwestować. 

DM: I teraz ja was proszę o to, że jak nie macie pieniędzy,  to nie wydawajcie ich na drogie zegarki i drogie ciuchy, tylko weźcie przykład z Marcela. Lepiej mieć sporo mniejszych zegarków, które będą bardziej symbolem niż lansem. Ten Rolex będzie małą kwotą ze zrealizowanego celu. Życzę Ci potężnej okazji do kupienia tego zegarka.

Na której ręce powinno się nosić zegarek?

MS: Myślę, że nie na tej, którą piszesz, żeby to nie przeszkadzało. Ja jestem leworęczny, więc nosze zegarki na prawej ręce.

DM: Okej. No to dlatego większość osób jest właśnie praworęcznych i prawdopodobnie przez to zegarek na lewej ręce i to mnie ciekawiło. Następne pytanie, a na czym zarobiłeś najwięcej pieniędzy?

MS: Jeżeli chodzi o branżę czy jedną rzecz?

DM: Też jedna rzecz.

MS: Jeżeli chodzi o jedną rzecz, to na nieruchomościach pod obrót. Była to moja pierwsza inwestycja, jakby taka mniejsza, bo zrobiłem ją jeszcze z kilkoma innymi inwestorami. Wtedy miałem 20 lat więc to było dosyć niedawno, bo rok temu. Nie była to taka powalająca kwota, jeżeli chodzi o inwestycje w nieruchomości dlatego, że są inwestorzy, którzy wyciągają zyski rzędu 100-150 tys.  z jednej inwestycji.

U mnie to było raczej kilkanaście tysięcy złotych, ale mi to taki dało pogląd tego, że pracowałem na to 4-5 lat, ucząc się tej branży, żeby później być w stanie powiększać pieniądze o wiele wiele szybciej, niż byłbym w stanie je zbierać.

DM: Czyli ludzie mogą pracować na kilkanaście tysięcy nawet kilka miesięcy, a u ciebie to wystarczył jeden deal w wieku 20 lat. Czy w życiu trenowałeś jakiś sport?

MS: W gimnazjum i liceum trenował piłkę nożną, byłem bramkarzem. Bardzo lubiłem pozycję, bo dawała mi dużo odpowiedzialności, ode mnie zależał w dużej mierze wynik zespołu.

Jak zacząłem się interesować biznesem, to ta piłka nożna zeszłą trochę na dalszy plan, ale później zacząłem trenować na siłowni. Ostatnio zainteresowałem się golfem, bardzo mi się spodobał.

Nie jestem jeszcze mistrzem golfa, ale to sprawia mi to przyjemność, a po drugie golf jest świetnym miejscem na poznanie innych ludzi, którzy osiągnęli coś w swoim życiu, którzy są bogaci i mają odpowiedni znajomości.

DM: A gdzie grasz w golfa?

MS: Pierwszy raz grałem w Szczecinie, a drugi raz w okolicach Warszawy. Zazwyczaj jak gdzieś jadę, to planuję sobie czas biznesowo i rozrywkowo. Wtedy właśnie mam chwilę czas dla siebie.

DM: Więc gdyby nie biznes, czym zajmowałbyś się w życiu?

MS: Z pewnością posłuchałbym wtedy rodziców i poszedłbym na studia. Na pewno byłyby to studia lingwistyczne z jakiegoś języka prawdopodobnie, był na język niemiecki. Gdyby nie biznes, gdyby nie inwestowanie, to prawdopodobnie zostałbym w przyszłości nauczycielem niemieckiego.

DM: Czyli to ten niemiecki gdzieś tam jest i to byłaby alternatywa. Czy gdybyś cofnął się 5 lat do tyłu, to podjąłbyś inną decyzję?

MS: Na pewno nie, bo to życie, które mam teraz jest wynikiem tamtych dawniejszych decyzji, mam inne życie niż typowy 21-latkek, mimo że mam takie problemy, których nie mają przeciętni ludzie w moim wieku.

Ponadto taki 21-latek na studiach nie jest w stanie realizować potencjału. Ja jestem w stanie odpoczywać na innym poziomie, na wyższym poziomie się uczyć i mogę więcej zainwestować w swoją wiedzę, bo po prostu mam więcej pieniędzy.

Mogę jeździć do ładniejszych miejsc, mieć ładniejszy dom czy lepszy samochód.

Mimo że te rzeczy nie są priorytetem, to jednak ciągle są ważne. W tygodniu nie lansuje się w drogich samochodach, nie chce mi się pokazywać wszystkim „patrzcie udało mi się”.

W weekendy korzystam z pieniędzy, które dałem radę zarobić, w tygodniu tego nie potrzebuję.

DM: Jesteś osobą przede wszystkim świadomą, doświadczoną, inteligentną.

Czy są jakieś sentencje, nad którymi często rozmyślasz?

MS: Na pewno jedna jest taka, która kiedyś bardzo dała mi do myślenia, to jest zdanie “Jeżeli jesteś w stanie zarobić jednego dolara, jesteś w stanie zarobić milion dolarów”. 

To jest sentencja, która pokazuje, że tyle samo potrzeba energii i konsekwencji w działaniu, żeby zarobić 1000 dolarów i milion dolarów. Inna wiedza i skala, ale fundamenty są te same.

Wielu ludzi nie realizuje na tyle swojego potencjału, dlatego, że nie chcą tego robić, bo nie zdają sobie sprawy, że myśląc na większą skalę, przy tej samej pracy osiągną o wiele więcej.

DM: Czy masz jakąś radę dla młodych osób?

MS:  Poradziłbym, żeby dużo eksperymentowali i nie próbowali od razu dowiedzieć się tego, w jakiej branży chcą działać docelowo, nie jest to możliwe, jeśli nie próbowałeś różnych branż.

Ja bardzo dużo eksperymentowałem, jak byłem w młodym wieku, dlatego że szukałem różnych branż, które mnie ciekawiły. Postarałem się o praktykę w bankach, żeby zobaczyć, jak wygląda praca w banku.

Pracowałem, jako pośrednik nieruchomości, patrzyłem, czy mi się spodoba ta branża.

Później poszedłem w branżę transportową. Nie starałem się od razu dowiedzieć, czym, się będę zajmował, tylko próbowałem różnych rzeczy.

Wiele ludzi po to idzie na studia, żeby się dowiedzieć, ale studia nie pomagają w ustaleniu tym, co jest ważne.

Każdy młody człowiek powinien wykorzystać ten czas, żeby dowiedzieć się jak najwięcej o sobie. 

To chyba Gary Vee powiedział kiedyś, że więcej nauczysz się na wycieczce dookoła Europy, niż siedząc cały rok na studiach.

DM: Zdecydowanie też jestem tego zdania. Wspomnieliśmy już o twojej rodzinie, o rodzicach, powiedz mi czy, masz może partnerkę życiową? Jak w ogóle do tego podchodzisz? Czy miałbyś czas dla drugiej osoby? Jak na ten moment to u ciebie wygląda?

MS: Na pewno to jest bardzo ważne, bo druga osoba ma wpływ na twój osobisty sukces. 

Mając przy boku odpowiednią osobę, jesteś w stanie zrealizować swój potencjał lepiej. Jeżeli masz partnera, który myśli podobny sposób, to jesteście w stanie stworzyć duo, które będzie realizowało i swoje wartości, i swoje cele życiowe.

Moim zdaniem wiele osób powinno bardziej świadomie wybierać swojego partnera, dlatego że partner jest w stanie pomóc zrealizować Ci cel, ale jest też w stanie odciągnąć Cię od niego. Może być tak, że pod jego/jej wpływem zmienisz swoje wartości, zmienisz swoje priorytety.

DM: Okej, a jak to u Ciebie wygląda na ten moment?

MS: Chciałbym mieć odpowiedniego partnera w odpowiednim momencie. Jestem zdania, że najpierw powinienem zadbać o siebie i poznać siebie bardziej, zrealizować się pod kątem i finansowym i osobistym, żeby móc zapewnić drugiej osobie uwagę. 

Na razie na to poświęcam swój czas, żeby móc w przyszłości pomóc zrealizować się komuś innemu.

DM: Właśnie o to pytam, bo poświęcasz bardzo dużo czasu na pracę, na siebie. Tak jak Elon Musk. On mówi, że ogranicza czas spędzany z żoną. U ciebie to by wyglądało jak u niego, czy może inaczej?

MS: Elon jest specyficznym człowiekiem, ale bardzo go szanuję, dlatego że osiągnął niewiarygodny sukces.

Chciałbym dojść do takiego momentu, w którym byłbym w stanie być w pełni wolny, czyli  czułbym się już w pełni zrealizowany. Wiem, że taki moment trudno zdefiniować.

W przyszłości, na pewno jeżeli pojawi się jakaś osoba, to ważne jest znalezienie balansu, żeby poświęcać czas i na pracę i na relację.

DM: Ostatnio pytanie. Jakie twoich przekonań wydają się ludziom szalone?

MS: Hmm, na pewno to, że przed 60 rokiem życia chcę być miliarderem To, że przed trzydziestką chcę być na okładce Forbesa.

To są moje i mają podstawę w realizacji potencjału. Ten cały Forbes, ten status miliardera, będzie wynikiem tylko coraz lepszej realizacji mojego potencjału, a nie tego, że po prostu mi się udało.

Potencjał pozwala mi szukać spełnienia w tym, co robię,  w tym co będę robił w przyszłości. Wszystkie wyniki będą jakby uzewnętrznieniem tego, będą tylko rezultatem odpowiednich fundamentów, które budowałem od wielu lat.

DM: Super tego na pewno ci życzę. Czy chciałbyś jeszcze coś powiedzieć tutaj naszym widzom?

MS: Na pewno, żeby trwać przy swoich planach, żeby wyznaczyć sobie cele, żeby nadać kierunek naszemu życiu.

Moim celem zawsze była coraz lepsze realizacja potencjału. Te wszystkie rzeczy, które się po kolei pojawiały, były wynikiem tego, że realizowałem swój potencjał, że byłem konsekwentny i nie poddawałem się pod presją.

Poleciłbym młodym ludziom, żeby nigdy nie zmieniali swojego celu, ale zmieniali drogi do jego osiągnięcia. 

Mógłbym powiedzieć, że status miliardera jest poza moim zasięgiem, dlatego wole w wieku 60 lat mieć dopiero status milionera. Zmieniłbym wtedy cel, dlatego że dla mojego ego byłoby to wygodniejsze. Ja jestem zdania, że nie zmieniam celu, tylko plan.

DM: Super. Słuchajcie, w porównaniu do rozmowy z Marcelem sprzed 1.5 roku, to powiedział to samo. Marcel cały czas ma ten same cele, droga może być inna, ale jeśli będziecie iść prosto przed siebie, to różne skręty mogą spotkać nas po drodze, więc czasem lepiej skręcić w prawo lub w lewo.

Tak jak widzicie, warto brać przykład z Marcela, ponieważ on konsekwentnie cały czas realizuje swoje cele. Droga może być kręta, może być prosta, ale na pewno każdego dnia jest inna.

Życzę Ci przede wszystkim wytrwałości. Czego jeszcze mógłbym ci życzyć?

MS: Myślę, że nie poddawania się w dalszym ciągu, i mniej pracoholizmu. 

DM: Więc może żebyś nawet nie tyle zwolnił, ile, żebyś po prostu mniej czasem pracował, bardziej korzystał z przyjemności, bo wiem, że możesz sobie na to pozwolić. Wszystkiego dobrego!

To był program „W drodze na szczyt”, moim gościem był Marcel Sojka. A my widzimy się już za tydzień w niedzielę o 12:00.

Trzymajcie się, cześć!

Add a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *